#zcwp Michała Szafrańskiego – recenzja książki

Dziwnym zbiegiem okoliczności jest, że zaczęłam czytać Zaufanie czyli waluta przyszłości Michała Szafrańskiego, kiedy Magda zaproponowała mi współprace na blogu. Wiem, że niefortunnie może być to odebrane, ale myślę, że najlepiej będzie jak będę pisać o książkach, które dopiero co skończyłam czytać. Każda książka w jakiś sposób na mnie wpływa lub skłania do refleksji, a dzieje się to na bazie posiadanej już wiedzy z poprzednio przeczytanych książek.

Kupiłam tę książkę z rok temu wraz z Finansowym ninją (którego też jeszcze nie przeczytałam). Była chyba promocja na darmową wysyłkę przy zakupie dwóch książek. Mam około 200 książek nieprzeczytanych książek. Dla minimalistów moje podejście może być absurdalne, ale dla mnie jest idealnie wygodne, bo pod ręką mam kilka nowych książek z różnej tematyki. W zależności od humoru czy potrzeby życiowej coś znajdę w mojej bibliotece.

Oglądając kilka wywiadów z M. Szafrańskim odniosłam wrażenie zerwanego z kosmosu ludka, dla którego troska o rodzinę i zobowiązania jakich się podjął, są najważniejszą wartością.  Bardzo podkreślał wagę szczerości w tym co mówi i robi. Nie będę ukrywać, że kupiłam jego książki, żeby sprawdzić czy to co mówił w wywiadach promocyjnych to prawda.

Minął ponad rok i zdążyłam zapomnieć o czym jest książka #zcwp… Biorąc ją kilka dni temu do ręki poszukiwałam odpowiedzi o prowadzeniu biznesu opartego na czymś co jest niepożądane z perspektywy szybkiego zarobku. Sama zanoszę się ze sprzedażą swoich „dzieł” artystycznych na trochę szerszą skale niż znajomi. Pomyślałam, że ta pozycja może mi pomóc.

Około pierwsze 40 stron to w sumie powtórzenie materiału promocyjnego, które możecie odsłuchać w wywiadach. Co nie będę ukrywać, zniechęciło mnie do dalszego czytania. Później zaczyna się retrospekcja, która ma na celu nakreślić ścieżkę przyczynowo skutkową kariery autora. Świat IT i komputerów to nie moja broszka, ale dzięki tej retrospekcji dowiedziałam się jak (po krótce) rozwijał się ten rynek, co było ważne i jak można było na nim zarobić. I w tym momencie się wciągnęłam. Siedziałam przy stole kuchennym i pochłaniałam łapczywie słowo za słowem.

Podoba mi się, że M. Szafrański wyjaśnia od jakich ludzi czerpał informacje, aby prowadzić blog. Nie przypisuje sobie wymyślenia wszystkiego samemu.

Jestem milennialsem i wyrosłam na ułudzie „Postanowiłem i zrobiłem w mega ultrakrótkim czasie, a przy tym zarobiłem kokosy”. A tu sobie czytam, że umiejętności dziennikarsko/ pisarskie autor rozwijał przez WIELE lat. Najpierw pracował dla jednej gazety, potem w swojej, potem znowu dla innej, przy czym zarabiał w różnych modelach. Pomału, sekwencyjnie, wraz z nowymi zatrudnieniami, rozwijał swój pisarski warsztat. Autor podkreśla, że trwało to wiele lat. Nie pisał dobrze od pierwszego dnia. Nie będę ukrywać, że ja w sobie mam presje robienia czegoś jak pro bez wcześniejszego doświadczenia. A jak mi nie wyjdzie, to nie robię dalej. Chowam do szafy. M. Szafrański podkreśla chyba z kilkadziesiąt (serio!!!) razy, że za jego pisarskim sukcesem stoją tysiące zapisanych kartek i setki informacji zwrotnych jak polepszyć tekst, aby był jak najczytelniejszy i zrozumiały dla odbiorcy. Pewnie przychodzi Wam do głowy reguła 10 000 godzin treningu. Stare jak świat! Tyle, że sprawdza się ona tylko wtedy, gdy wprowadzamy korekty po każdym treningu, a nie powtarzamy bezmyślnie. Mnie osobiście już męczy słuchanie o wielkim sukcesie bez wysiłku. Wręcz dołuje. Ten trend się nadal sprzedaje, ale pomału zauważam transformację. Niektórzy zaczynają mówić jak dużo włożyli energii, wyrzeczeń czy pieniędzy, żeby robić to co robią. Ta frustracja, że nie jestem w stanie szybko na czymś zarobić przytłaczała mnie. Nie widziałam sensu w rozwijaniu artystycznych umiejętności od kilku lat. Przecież kaligrafii nie nauczę się w noc! A godziny spędzone na ćwiczeniach to nie sukces! Profit ma być tu i teraz! Wtedy to jest sukces

Może teraz rozumiecie, dlaczego tak się wciągnęłam w historie M. Szafrańskiego. W głowie widziałam godziny spędzone na pisaniu, tworzeniu prezentacji, umów, rozmowach, słuchaniu podcastów, czytaniu książek, artykułów, programowaniu. A one zamieniały się w miesiące i lata.

Podoba mi się, że M. Szafrański wyjaśnia od jakich ludzi czerpał informacje, aby prowadzić blog. Nie przypisuje sobie wymyślenia wszystkiego samemu. Podaje nazwiska czego nauczył się od kogo, kto go poznał z kim, kto mu pomógł co załatwić. W całej historii jest dużo przyczynowo skutkowego przypadku.

Znajdziecie też autorefleksyjne wątki. Chociażby ta związana z Patem Flynnem i poczuciem wartości/równości. Autor opisuje jak w czasie rozwijało się jego własne postrzeganie, w stosunku do swojego mistrza. Jak doszedł do etapu, w którym poczuł się równy.  Wspominam o tym, bo nie raz pewnie mieliście sytuacje, w których bardzo chcieliście zagadać, do kogoś, kto był dla Was ważny. Tyle, że po takiej rozmowie czuliście się jak idioci, bo jedyne co z Waszych ust wyszło, to bełkot śliniącego się fana.

Oczywiście książka może być bardzo przydatna dla kogoś kto interesuje się założeniem bloga. Znajdziecie wiele wskazówek, gdzie szukać potrzebnych narzędzi. Szeroko opisane są formy zarabiania na blogu i działalności około blogowej. Oky, może dla laika jak ja, to dużo ważnych informacji. Są one, dla mnie, punktem odniesienia. Na przykład opisany jest model afiliacyjny, czyli zarabianie poprzez polecenie produktu. Nie będę ukrywać, że czytam książki w formie papierowej. Nie jestem w stanie czytać długich treści na ekranie…. Na książkach nie zarabia się dużo, ale zawsze coś. Dlatego od następnego artykułu będę zamieszczać link do sklepu, gdzie można kupić omawianą książkę wspierając jednocześnie mój budżet na kupno kolejnych pozycji.

Dla niektórych case study może być przydatne a dla innych marnowaniem czasu (bo przecież case study to indywidualny przypadek a nie naukowy schemat). Co możecie wynieść z tej książki zależy od Waszego podejścia do tematu. Moim podejściem jest poznanie perspektywy autora i emocji, które we mnie wywołuje. Są one dla mnie źródłem informacji. A informacja to też waluta. Pozdrawiam!

Bernadka

 

P.S. Książkę Michała można zakupić na stronie: https://zaufanieczyliwaluta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *